Recenzja balsamu do ust Reve de Miel, Nuxe.

Małe Egoistki!

Jeśli jesteście ze mną na bieżąco to wiecie, że od miesiąca jestem posiadaczką balsamu do ust z firmy Nuxe. Od dawna planowałam jego zakup czytając same pozytywne (może z drobnymi wyjątkami) opinie na jego temat. Za sprawą świata YouTube i nie tylko stał się sławnym i pożądanym produktem znajdującym się na większości „Wish Lists” czy też „Chciejlistach”. Podobno działa cuda, jest numerem jeden i pół babskiego świata nie może się bez niego obejść. Według statystyk firmy co 28 sekund ktoś na świecie kupuje słoiczek – niesamowite.

Nasz gwiazdor spokojnie obrasta sobie w kolorowe piórka otrzymując na forach kosmetycznych 5 gwiazdek, a od czasu do czasu dostaje po nosie od nielicznych niezadowolonych użytkowniczek.

Ode mnie dostał…

…wielkiego kopa w denko!

Zacznijmy może od początku.

IMG_2384x

Balsamu zaczęłam używać 24 grudnia. Aplikowałam go rano i wieczorem, a w razie potrzeby również w ciągu dnia.

Według producenta produkt jest ultraodżywczy. Regeneruje, chroni i odżywia przywracając jędrność i przynosząc ulgę przesuszonej i spierzchniętej skórze warg. Jest preparatem skoncentrowanym zawierającym miód akacjowy, olejki roślinne, masło shea i esencję z grejpfruta. Zawiera 79,5 % składników pochodzenia naturalnego, nie zawiera parabenów i jest niekomedogenny.

” … usta – nawet najbardziej spierzchnięte – stają się delikatne, miękkie i doskonale gładkie.”

Kto by się nie skusił na taki produkt?!

Odruchowo – jak na kosmetykoholiczkę studiującą kosmetologię przystało – przeczytałam dokładnie skład znajdujący się na opakowaniu i… zaraz zaraz. Nikt nie uprzedzał, że olejek grejpfrutowy i cytrynowy są typu „peel off”, a balsam ma również działanie złuszczające. Nie ukrywam, zaniepokoiłam się tym faktem, ale doszłam do wniosku, że najwidoczniej pozbycie się „starej” i zniszczonej skóry pomoże pozostałym składnikom skuteczniej zadziałać i wspomoże proces regeneracji.

Pokładałam w tym magicznym słoiczku ogromne nadzieje. Myślałam, że okaże się moim zbawieniem, cudem. Już widziałam ten brak problemu z wiecznie spierzchniętymi i piekącymi ustami z nieestetycznymi, odstającymi suchymi skórkami.

Będę delikatna i zacznę od PLUSÓW, których mimo wszystko jest sporo.

konsystencja – balsam jest gęsty, pokrywa nasze usta ochronną warstwą, która długi czas na nich pozostaje

zapach – oh, tego grejpfruta mogłabym wąchać non stop, jest przyjemny, oryginalny i charakterystyczny

opakowanie – solidne, szklany słoiczek bardzo ładnie się prezentuje i wygląda estetycznie

składniki – podoba mi się, że jest w tak dużym procencie z naturalnych składników

działanie: przynosi wielką ulgę przy pieczeniu ust

MINUSY:

wydajność – nie należy do produktów, które starczą nam na długo, szczególnie jeśli mamy wymagające usta i potrzebujemy częstych aplikacji

aplikacja – nakładanie balsamu palcem w domu jest ok, ale kiedy wychodzimy gdzieś, gdzie nie ma jak umyć rąk i potrzebujemy natychmiast nawilżenia, staje się ona niehigieniczna – nie podoba mi się idea wsadzania niezbyt czystego palca do słoiczka i zostawiania tam mikroskopijnych łobuzów

starcie z włosami – mimo niezliczonych opinii, że włosy nie lepią się do ust ja się z tym nie zgadzam – lepią się tak samo jak do innych tego typu produktów ( chyba, że moje włosy są jakieś „inne”)

działanieNAJWIĘKSZY DYSKWALIFIKUJĄCY MINUS – oleje złuszczające zbyt silnie podziałały na skórę moich ust – nie sądziłam, że mają tak kosmiczną moc i potrafią z warg zrobić tarkę, a z suchych skórek, których namnożyło się jak grzybów po deszczu, SKORUPĘ, co wiązało się z bólem i głębokimi pęknięciami

IMG_2390x

Wydawało mi się, że peelingujące olejki zawarte w składzie mają delikatne działanie, a nie porównywalne z peelingami chemicznymi. Oczekiwałam, że pomału, stopniowo złuszczą niepotrzebny naskórek i moje usta dostaną drugie życie.

Generalnie ŻADEN produkt nie zrobił mi takiej krzywdy jak ten. Podczas stosowania powtarzałam, że może tak musi być, chwilę pocierpię i będą cuda. Średnio co 4 dni mówiłam sobie: poczekaj, daj mu zacząć czarować. Poddałam się po 3 tygodniach, bo nie byłam w stanie znieść jego działania i wyglądu moich biednych warg.

Pokładałam w tym balsamie wielkie nadzieje – moje rozczarowanie jest OGROMNE!

Mija 8 dzień usuwania szkód podstępnego drania i na szczęście jest już lepiej.

Na pewno go więcej NIE kupię i nie wiem nawet czy dam mu drugą szansę.

Na tę chwilę dziad ląduje głęboko w szufladzie i może zastanowi się nad swoim postępowaniem.

guilty

( zdj z sieci)

Dajcie znać:

Jestem bardzo ciekawa, czy Wy też miałyście takie przykre doświadczenia związane z tym produktem?

A może spełnił wasze oczekiwania i tylko ja jestem „inna” ( tak jak najprawdopodobniej moje włosy)?

pannajulia

P.S Koniecznie zajrzyjcie na stronę Strefy Małej Egoistki na Facebook, żeby być na bieżąco!

Niecierpliwie czekam na Wasze komentarze, a w lutym S.M.E pojawi się na INSTAGRAM.

Liczę na was!

Reklamy

One thought on “Recenzja balsamu do ust Reve de Miel, Nuxe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s