Styczniowy haul zakupowy cz. I – kosmetyki kolorowe.

Moje kochane!

Mam nadzieję, że czujecie się świetnie, wszystkim studentkom sesja idzie jak burza i żadna z Was nie zapomina w tym szalonym codziennym zabieganiu o egoistycznych przyjemnościach.

Mówię to nie pierwszy raz, ale jestem uzależniona od kosmetyków. Kupowania, używania, testowania, oglądania, wąchania, czytania lub rozmawiania o nich! Tak już mam i jest mi z tym wspaniale.

Kocham je, dbam o nie i kiedy tylko mam zły humor, źle się czuje albo zaliczę paskudną panią Porażkę biegnę na terapię do sklepu. Opcjonalnie – w zależności od stanu fizycznego czyt. LEŃ, Bad Hair and Face Day, NIE MAM AUTA – przeciążam strony drogerii internetowych.

W styczniowym Haul’u zakupowym produktów jest sporo, z kolorówki i z pielęgnacji. Możecie się domyśleć jaki mam stan ducha.

Ale nie martwcie się – kosmetyki kupuję też kiedy mam świetny humor – KAŻDY POWÓD JEST DOBRY!

Tak jak zapowiadałam na Facebook’u czas na PIERWSZY Haul zakupowy.

Dzisiaj – kolorówka.

Kosmetyków jest 13 – właśnie sobie to uświadomiłam – co za szczęśliwy zbieg okoliczności.

1. Matowa pomadka BE BEAUTY

nr. 04 i nr. 06

Na opakowaniu nie dopatrzyłam się gramatury.

Termin przydatności – 12 miesięcy.

IMG_2456

IMG_2457

IMG_2458

Wbrew temu co pisze producent, pomadka nie jest matowa. Jej wykończenie bardziej podciągnęłabym pod satynowe. Ma bardzo przyjemny zapach, trudny do zdefiniowania. Kojarzy mi się z lekko owocowym balsamem pielęgnacyjnym do ust. Konsystencja produktu jest niesamowicie kremowa, nawilżająca, a po aplikacji nie pozostawia nieprzyjemnego posmaku. Opakowanie jest estetyczne, klasyczne i wydaje się być całkiem solidne. Dużym ułatwieniem w rozróżnianiu barw są elementy odpowiadające kolorom szminek, a pigmentację mają też niczego sobie.

Cena – ok. 9 zł za sztukę.

Moim zdaniem są to ładne, stonowane pomadki na co dzień.

2. Sypki, transparentny puder HD BE BEAUTY

W tym wypadku również brak gramatury.

Termin przydatności – 12 miesięcy.

IMG_2460

IMG_2461

IMG_2468

Puder o neutralnym zapachu, drobniutko zmielony, jedwabisty. Dobrze matowi buzię i utrwala makijaż.

Opakowanie jest kompaktowe, podręczne i na pewno znajdzie się na niego miejsce w torebce czy małej kosmetyczce. Łatwo się otwiera, nie ma potrzeby podważania wieczka pazurkiem. Obawiam się jednak, że przy bardzo częstym używaniu klapka może w końcu się urwać, a wtedy produkt będziemy mogły przechowywać jedynie w domu. W środku znajduje się satynowo-welurowa gąbeczka, która kompletnie nie nadaje się do aplikacji pudru, a jedynie może zapobiegać wydostawaniu się ze środka jego nadmiernej ilości. Sitko zaklejone jest przeźroczystą naklejką. Ja nigdy nie odklejam jej całkowicie.

Cena – ok. 10 zł.

Produkt nie ma standardowej wielkości – jest o połowę mniejszy na przykład od sypkiego pudru z Manhattan’u i jest go bardzo malutko. Dla mnie pojemność jest idealna, bo nie maluje się codziennie i nie potrzebuję częstych aplikacji. Mimo wszystko nie sądzę, żeby starczył na długo.

3. Satynowy cień w musie BE BEAUTY

Numeru i nazwy koloru brak, ale o dziwo jest gramatura – 5 g.

Termin przydatności – 12 miesięcy.

IMG_2470

IMG_2475

Co do zapachu – moim zdaniem jest to produkt bezzapachowy – jedyne co czuć to plastikowe opakowanie.

Konsystencja nie przypadła mi do gustu. Niby jest to cień w musie, co kojarzy nam się z produktem lekkim, przyjemnym w aplikacji, puszystym. Niestety jest bardziej zbity niż inne tego typu cienie, które miałam. Podczas nabierania go na palec tworzą się upierdliwe grudki – cień jakby się wałkuje – co koszmarnie utrudnia i komplikuje nakładanie go na powiekę, bo musimy poświęcić dwa razy więcej czasu żeby je dokładnie rozetrzeć. Nie testowałam jeszcze tego produktu pod względem trwałości i zbierania się w załamaniu powieki, ale jeśli już mi się to uda to na pewno pojawi się update. Cień nie jest kryjący i powiem wam, że to jest zdecydowanie jego zaleta. Tworzy na powiece przepiękną satynową taflę, która cudnie odbija światło. Idealny dodatek do makijażu dziennego.

Opakowanie wydaje się być solidne, zrobione ze średniej grubości plastiku z zakręcanym wieczkiem. W środku znajduje się element z grubej folii zabezpieczający na przykład przed przypadkowym wsadzeniem palca lub paznokcia w cień.

Jak widzicie na drugim zdjęciu dla chcącego nie ma nic trudnego i nawet najlepsza folia nie pomoże.

Cena – ok. 8 zł.

( Marka BE BEAUTY dostępna w Biedronce)

4. Satynowy róż do policzków EVELINE

nr. 04 Bronzed Rose

Gramatura pozostaje tajemnicą.

Termin przydatności – 12 miesięcy.

IMG_2477

IMG_2479

Kosmetyk ma bardzo przyjemny, pudrowy zapach. W dotyku jest jedwabisty, delikatny, zupełnie jakby był produktem kremowym. Na buzi spokojnie wytrzymuje cały dzień, schodzi równomiernie i nie robi plam. Jest dobrze napigmentowany, ale nie tak harcorowo jak róże z palety „Sugar and Spice” Makeup Revolution ( na całe szczęście). Nie twierdzę, że paleta jest zła, bo bardzo ją lubię, ale kiedy rano wykonując makijaż bardzo się spieszę nie mogę ryzykować problemów z nadmierną ilością produktu na policzkach. Oczywiście pamiętamy, żeby kosmetyki aplikować z umiarem i trzymamy się zasady : „Zawsze lepiej mieć za mało i dołożyć niż przesadzić”. Róż ma wykończenie satynowe dzięki czemu subtelnie rozświetla policzki odbijając światło.

Opakowanie plastikowe, całkiem niezłej jakości, wieczko łatwo się otwiera, nie trzeba się z nim męczyć i niszczyć przy tym paznokci.

Cena – ok. 17-18 zł – zależy, w której drogerii.

5. Magic Cream CC EVELINE

nr. 50 Light Beige i nr. 51 Natural

Krem CC wyrównujący koloryt, rozświetlający i matujący.

Pojemność – 30 ml.

Termin przydatności – 6 miesięcy.

SPF 15

IMG_2481

Krem jest perfumowany, ale zapach nie drażni, jest przyjemny. Opakowanie szczególnie poręczne, tubka jest dobrym rozwiązaniem.

Cena – ok. 18 zł.

Produkt zasłużył na osobną recenzję, której możecie się w najbliższym czasie spodziewać.

6. Rozświetlacz do twarzy i ciała WIBO

Gramatura nieznana.

Termin przydatności – 6 miesięcy.

IMG_2487

IMG_2488

Produkt perfumowany, zapach jest subtelny, delikatny i nie jest bardzo wyczuwalny na skórze. Jak same widzicie opakowanie jest BOSKIE! Tak naprawdę to ono skusiło mnie do zakupu. Przepiękny rozpylacz perfum w starym, eleganckim stylu. Buteleczka jest bardzo ozdobna, cudnie będzie się prezentowała na wszelkiego rodzaju toaletkach czy półeczkach.

Rozświetlacz posiada 2 zabezpieczające nakładki – jedna zakrywa wierzch dozownika, a druga wciskana jest w otwór, z którego wydostaje się magiczny pyłek. Jestem ZACHWYCONA!

Produkt sprawia wrażenie wydajnego, a kupiłam go z myślą o wakacjach i podkreślaniu opalenizny.

Cena – o dziwo jak na firmę Wibo wysoka – 22 zł.

To chyba najdroższa rzecz jaką ta marka miała w swojej ofercie.

Biorąc pod uwagę całokształt jest zdecydowanie wart swojej ceny. Więcej powiem Wam w wakacje.

7. Trwały błyszczyk do ust Glam Wear BELL

nr. 039

Brak gramatury.

Termin przydatności – 12 miesięcy.

IMG_2489

IMG_2491

IMG_2492

Błyszczyk pachnie bardzo pudrowo, słodko i nie pozostawia nieprzyjemnego posmaku po aplikacji. Opakowanie jest zgrabne, poręczne i eleganckie. Aplikator troszkę różni się od standardowego. Po środku znajduje się małe wgłębienie, co ułatwia dozowanie odpowiedniej ilości produktu.

Na ustach wygląda super, pięknie się mieni. To taki inny „nudziak” idealnie pasujący na co dzień, ale i do mocno podkreślonych oczu jako element uspokajający makijaż.

Trwałość produktu jest przeciętna. Wszystko zależy od tego, jak będziemy go traktować.

Cena – ok 12-13 zł.

8. Matowy błyszczyk do ust z formułą długotrwałą LOVELY

nr. 1

Pojemność – 6 ml.

Termin przydatności – do 09.2016 r.

IMG_2494

IMG_2495

IMG_2496

Pierwsza uwaga – jak błyszczyk, który z nazwy ma się błyszczeć może być matowy?! Producent powinien nazwać ten produkt matową szminką w płynie, za czym zdecydowanie przemawia jego konsystencja.

Zapach totalnie mi się nie podoba. Jest specyficzny, chemicznie owocowy, kojarzy mi się tylko i wyłącznie z takimi tanimi, tandetnymi błyszczykami z dzieciństwa. Mimo to nie pozostawia nieprzyjemnego posmaku po aplikacji.

Opakowanie jest masywne i wygląda całkiem ciekawie, natomiast jakość aplikatora nie powala. Nie ma przydatnego wgłębienia i jest cieńszy niż w błyszczyku z Bell.

Z koloru też nie jestem zadowolona. Zupełnie inaczej wyglądał w filmiku YT  digitalgirlworld13. Tymczasem jest identyczny jak naturalny odcień moich ust, więc zaczynam się zastanawiać po co mam go w ogóle używać. Aplikując go pierwszy raz czułam uporczywe pieczenie ust, więc ta formuła długotrwała jest całkiem prawdopodobna jeśli zachowuje się tak samo jak tint czyli wżera się w usta.

Cena – ok 8-9 zł.

9. Duo róż + rozświetlacz edycja limitowana ” Road Trip” ESSENCE

nr. 01 Highway to Pretty! – jedyny dostępny

Gramatura – 9 g.

Termin przydatności – 12 miesięcy.

IMG_2497

IMG_2499

Zapach jest niezbyt ciekawy, lekko chemiczny. Produkt zdecydowanie nie jest tak kremowy i jedwabisty jak róż z Eveline. Od razu rozwieję Wasze wątpliwości – kolor różu nie jest brązowy – powiedziałabym, że to ciemna dojrzała śliwka lub bakłażan.

Opakowanie zrobione ze średniej grubości plastiku, przeźroczyste, dobrze widać zawartość i łatwo się otwiera.

Mimo intensywnego koloru w opakowaniu jego pigmentacja jest na tyle słaba, że uniemożliwia zrobienie sobie nim nieatrakcyjnych plam i bardzo działa na jego korzyść, bo dzięki temu intensywność koloru możemy stopniować w zależności od upodobań.

Jednym słowem to przepiękny, zimny, niespotykany róż z fioletowym pigmentem.

Jeśli chodzi o rozświetlacz to kompletna klapa. Jego delikatnie różowa barwa nie jest w ogóle widoczna na twarzy. Ma duże, konkretne drobinki ani trochę nie dające efektu tafli i zdrowego wyglądu. On po prostu się błyszczy – czysty brokat. Jeśli lubicie błysk, a nie rozświetlenie to jest to produkt dla Was.

Cena – 14 zł.

10. Cień do powiek Liquid Metal CATRICE

nr. 020 Gold n’Rose

Gramatura – 3 g.

Termin przydatności – 18 miesięcy.

IMG_2500

IMG_2502

IMG_2507

Od niedawna jestem zakochana w połyskujących, mieniących się cieniach do powiek. Matt’y zdecydowanie poszły w odstawkę.

Ku mojemu wielkiemu smutkowi produkt nie jest bezzapachowy. On po prostu śmierdzi, ale trudno – oczami go wąchać nie będę. Konsystencję niestety bardzo ciężko wyczuć przez zdobienia i tłoczenia. Opakowanie jest solidne, eleganckie. Sam cień wygląda bosko. Wieczko otwiera się z małym oporem, ale nie jest to żadna przeszkoda.

Efekt na powiecie można stopniować. Od delikatnej mgiełki przez taflę, aż faktycznie do płynnego metalicznego efektu w przypadku nakładania go na mokro.

Uwielbiam ten cień i mam już upatrzone inne kolory, które na pewno znajdą się na mojej WISH LIST.

Cena – ok 17 zł.

11. Pędzel kabuki mały seria Selected H&M

Cena – 15 zł.

Na ten pędzel czaiłam się bardzo długo. W zeszłą zimę raz już go w H&M widziałam. Niestety tylko ten. Pozostałych, które w tym roku znajdują się w ofercie sklepu nie było. Tak długo się przymierzałam do jego zakupu, że kiedy już byłam zdecydowana pędzel zniknął. Byłam zawiedziona, ale w końcu za gapowe się płaci.

W styczniu znów pojawiła się seria Selected. Tym razem postanowiłam nie zwlekać. Tak oto to cudeńko znalazło się w moich rękach.

IMG_2509

IMG_2510

Pędzel jest idealny do pudru, mięciutki, zbity, a jednocześnie pięknie wygląda. Jest też poręczny i szczerze – wolę ten niż inny model na długim trzonku.

Opakowanie jest na tyle estetyczne, że spokojnie można go w nim przechowywać chroniąc przed kurzem.

Jak na razie jestem z niego bardzo zadowolona.

Tfu Tfu plując i nie zapeszając nie zgubił na razie ani jednego włoska. Chciałabym, żeby tak zostało.

TUTAJ możecie obejrzeć kosmetyczną ofertę H&M.

IMG_2544

Tym sposobem dobrnęłyśmy do końca.

Post jest ARCYDŁUGI, ale chciałam jak najdokładniej opisać Wam wszystkie produkty, a oprócz tego nie byłabym sobą, gdyby zabrakło w nim dużych i wyraźnych zdjęć.

Wszystkie kosmetyki są w fazie testowej, chociaż niektóre z nich już są moimi ulubieńcami, a inne wręcz przeciwnie.

Mam wielką nadzieję, że choć trochę podzielacie moją miłość do tego rodzaju egoistycznych przyjemności.

Nie zapominajcie o zostawianiu opinii, wskazówek i wiadomości w komentarzach. Wasze zdanie jest dla mnie mega ważne, bo przecież w głównej mierze blog powstał dla Was – wszystkich małych egoistek.

Zaglądajcie na stronę Strefy Małej Egoistki na Facebook, żeby dowiedzieć się o aktualnościach, najnowszych postach lub aktualizacjach tych wcześniejszych.

Jak wszystko pójdzie po mojej myśli to część druga czyli pielęgnacja pojawi się na blogu już w piątek!

Z całych sił trzymam kciuki za wszystkie studentki w trakcie sesji!!

Moc uścisków!

pannajulia

Reklamy

4 thoughts on “Styczniowy haul zakupowy cz. I – kosmetyki kolorowe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s