” Tydzień z SME” – #1 Niezbędnik zmarźlucha.

Moje małe Egoistki!

Dzisiaj pierwszy post z serii „ Tydzień z SME” dedykowany wszystkim ZMARŹLUCHOM!

Zima to jedna z dwóch znienawidzonych przeze mnie pór roku. Nie mówię, że nie lubię świąt, że nie urzeka mnie kiedy pada śnieg, ale śnieżne krajobrazy z reguły wolę podziwiać tylko przez okno. Zdecydowanie jestem człowiekiem ciepłolubnym i czas od listopada do marca kojarzy mi się z grubymi kurtkami ograniczającymi ruchy, z czapkami niszczącymi misternie ułożone fryzury, z szalikami, których nitki i inne kłaki przylepiają się do ust wysmarowanych pomadką ochronną. W zimowych zmorach nie może zabraknąć też wiecznie zmarzniętych na kość stóp, skostniałych i sparaliżowanych z zimna dłoni, którym nawet ciężko odgarnąć latające z lodowatym wiatrem włosy. A o  klimacie panującym w komunikacji miejskiej już nie wspomnę.

Czasami wydaje mi się, że tylko ja przeżywam w tym czasie katusze. Szczególnie jak widzę ile osób wyjeżdża w góry na wyczekane białe szaleństwo. Nie przeszkadza im mróz, gil pod nosem, milion warstw ubrań na sobie i mokry śnieg, który po kilku godzinach na stoku dociera chyba już w każde możliwe miejsce pod ubraniem.

Dla mnie zima jest istną EPOKĄ LODOWCOWĄ!

Nauczona doświadczeniem każdego roku zaciskam zęby i biegnę do sklepu skompletować swój NIEZBĘDNIK ZMARŹLUCHA.

W tym roku poszło mi całkiem nieźle i przy okazji dziękuję Pani Zimie, że jest tym razem bardzo łaskawa.

 

1. Ciepłe buty – priorytetowa i najważniejsza sprawa!

Jestem fanką wszystkich butów typu Emu i noszę je każdej zimy. Nie ma dla mnie innego obuwia, które zapewnia moim biednym, wiecznie zimnym stopom takiej ochrony przed mrozem. Nie dość, że są najwygodniejsze na świecie to jeszcze pasują do wszystkiego. Must have w szafie każdego zmarźlucha.

Fakt, te buty nie są dla wszystkich, nie każda kobieta powinna je nosić – szczególnie jeśli ma problemy natury ortopedycznej, a jeśli już naprawdę ma taką potrzebę to polecam zainwestować w takie, które mają grubą, twardą podeszwę odporną na odkształcenia. Da się takie znaleźć – uwierzcie mi.  Tandetnym, tanim podróbkom z targów, dyskontów czy chińskich sklepów mówimy stanowczo NIE!

 Kompletnie nie rozumiem krytyki i haseł facetów typu „zdejm to”, „UGGly buty”,” rozmięknięte kapcie” czy „stopy Yeti”. Oni uważają, że bez względu na mrozy kobieta powinna chodzić w długich kozakach, najlepiej takich ekstraprzylegających do nogi,  sięgających za kolano i na wysokim obcasie.

ZROZUMCIE, ŻE JEST NAM ZIMNO! Chcemy mieć miło, miękko i cieplutko w bucie, kiedy na dworze jest mróz!

Zaraz powiedzą, że przecież kobiety wyznają zasadę, że za piękny wygląd się płaci.

Moje kochane, ich po prostu BOLI, że akurat w zimę, w kwestii obuwia postanowiłyśmy mieć tą zasadę gdzieś , a priorytetem jest zadbanie o zdrowie i komfort.

Pozdrawiam wszystkich facetów, którzy są przeciwnikami naszych ulubionych kapcio-butów i polecam wrzucić na luz. Jak przyjdzie wiosna z radością schowamy je do szafy i założymy wasze upragnione szpileczki.

Moje cuda i miłości kupiłam w sklepie McArtur w outlecie Factory w Ursusie. Wykonane ze skóry naturalnej, wysokie, wyłożone puchatym misiem.

IMG_2653

IMG_2655 IMG_2656

2. Ciepłe skarpetki typu „ futrzaki”

Kolejny ultra seksowny według facetów element ubioru kobiet, ha ha!

Kiedy nasze kapcio-buty niedomagają, przestają tak dobrze ogrzewać stopy lub temperatura sięga ledwo akceptowalnego punktu na termometrze polecam zaopatrzyć się w ciepłe, puchate skarpetki.

( Jest to też świetny patent dla kobiet, które mimo wszystko postanowiły w zimie śmigać w obuwiu pożądanym przez mężczyzn, a jednak mrozek im doskwiera.)

Tanie, puchate, miłe, grube, cieplutkie, a oprócz tego wybór wzorów i kolorów jest ogromny – czego chcieć więcej? I kto będzie wiedział, że mamy na sobie milusie skarpetki na przykład z uroczymi różowymi króliczkami? Tylko my! Czysta, mała egoistyczna przyjemność.

IMG_2677 IMG_2678 IMG_2679

3. Rękawiczki

Mega ważny element NIEZBĘDNIKA ZMARŹLUCHA. Moje dłonie po minucie pobytu na mrozie opanowuje paraliż całkowity, pieczenie, kłucie i zasinienie. Skóra od razu robi sucha. Rękawiczki to obowiązek. ( No bo na co komu bezwładne i bolące ręce?!)

I tutaj też zaczyna się Meksyk. Które wybrać? Dla mnie najważniejsze, żeby rękawiczki były ciepłe, miłe i żebym miała przyjemność z ich noszenia. W tym roku  postanowiłam kupić model z „jednym palcem”. Urocze szare myszy.  Zaraz ktoś powie, że są dziecinne. I super! Jak będę miała 50 lat i mi się tak zachce, to też sobie takie sprawię.

Każdy ma inny gust i każdemu podobają się inne rzeczy. Najważniejsze, żeby chronić nasze piękne dłonie!

H&M10 zł na promocji.

IMG_2667 IMG_2671

4. Czapka

Nienawidzę czapek. Szczególnie zimą.

Ja wiem, że bez czapki narażamy się na ostre przewianie, bóle głowy, uszu i milion różnych innych chorób, bo właśnie przez głowę ucieka większość ciepła naszego ciała. Tylko dlatego skazuję się dobrowolnie na permanentne ulizywanie włosów i psucie fryzury.

Jak tu się moje drogie ładnie uczesać, podpiąć czy upiąć włosy, zapleść warkocz czy chociażby zrobić loki, jak i tak czapka wszystko poniszczy, potarmosi, poplącze i potarga? Bez sensu. W zimie moje włosy mają wolne.

Dla wielu osób czapa jest elementem udanej stylizacji albo częścią fryzury. Dla mnie to tylko  zapobiegacz obezwładniających boleści i dni spędzonych w łóżku.

Mimo wszystko chcę wyglądać jak człowiek, a nie jak wariat, dlatego poszukiwania czapki zaczynam w środku jesieni. Dopasowanie jej fasonu jest nie lada wyzwaniem, a mierzenie to jedna wielka produkcja prądu z naelektryzowanych włosów.

Tej zimy upodobałam sobie szarą, dzianinową  z diamencikami. Jest całkiem w porządku. Dział dziecięcy H&M rządzi – ok 20 zł.

 IMG_2662

IMG_2660

5. Boa Dusiciel czyli niekończący się włochaty szalik

Szalik to jedyna rzecz, o której nie zdążyłam pomyśleć przed mrozami. Mam ich w domu mnóstwo, ale jakoś żaden nie wpisywał się w mój tegoroczny gust, dlatego stałam się szalikowym złodziejem i namiętnie podkradałam dzianinowy komin Mamie. Jak zdążyła go założyć pierwsza zadawalałam się tym, co było pod ręką – granatowym, dzierganym, wełnianym łobuzem.

Nie ma nic gorszego niż włoski i kłaki, które przylepiają się do ust posmarowanych balsamem ochronnym. Teraz pytanie: Nie nakładać pomadki czy nie nosić szalika? I tak źle, i tak niedobrze.

Pozostaje jeszcze kwestia duszenia i ograniczania ruchów głowy. Koszmar.

Jestem cierpliwa i zdecydowanie jestem też w stanie przetrwać te wszystkie niedogodności na rzecz ciepła pod szyją. Zima przecież w końcu kurcze musi minąć!

Polecam wszelkie dzianinowe i bezwłosowe szaliki!

IMG_2657 IMG_2659

6. Kubek termiczny

Wszystkim wiecznie zmarzniętym zmarźluchom polecam cudownie miłą i aromatyczną rozgrzewkę od środka.

Jadąc na uczelnię w mróz i śnieżycę zawsze mam przy sobie kubek termiczny z ulubioną herbatą lub kawą. Nic lepiej nie rozgrzewa od środka. Ważne, żeby kubek był metalowy/stalowy, trzymał ciepło, był szczelny i żeby zamknięcie przypominało takie, jak w tradycyjnych termosach. Napój rozlany w torebce przy minus kilku lub kilkunastu stopniach jest koszmarem.

Swój kubek kupiłam na hali w Real’u. Nie myślcie sobie, że to jakiś bubel. Ma już prawie 3 lata i dopiero teraz przestał tak dobrze trzymać temperaturę. Jest duży, a na zewnętrznej powierzchni posiada kawałek gumy „antypoślizg”, co sprawdza się rewelacyjnie, kiedy mam na sobie rękawiczki. Zamknięcie typu „klik – otwarte, klik – zamknięte” doskonale zabezpiecza zawartość przed rozlaniem. Trochę było mi smutno, że nie było wtedy w ofercie koloru różowego, który uwielbiam!! Zadowoliłam się optymistycznym zielonym groszkiem. Cena była bardzo atrakcyjna – niecałe 19 zł.

Z jednej strony żałuję, że już się zużył, bo służył mi długo i wspaniale, ale z drugiej strony cieszę się, że będę miała możliwość kupna nowego – tym razem na pewno RÓŻOWEGO!

Zdecydowanie każdy zmarźluch powinien się wyposażyć w takiego przyjaciela.

 IMG_2673 IMG_2674

Teraz 2 bardzo ważne kosmetyki ochronne.

7. Pomadka do ust

Ekstremalnie ważny element NIEZBĘDNIKA ZMARŹLUCHA. Może nie pomaga w ogrzewaniu czy umilaniu mroźnych dni poza domem, ale na pewno chroni i zabezpiecza usta przed zgubnymi skutkami niskich temperatur.

Pomadka powinna być na ustach ZAWSZE! kiedy wychodzimy na dwór. Najlepiej, żeby była gęsta i długo pozostawała na swoim miejscu.

Moim faworytem jest masełko z Nivea, o którym pisałam TUTAJ.

Używam również cudownego balsamu z Perfecta w kształcie kostki lodu, która idealnie wpisuje się w zimowy klimat.

Równie fajne i ochronne działanie mają wszystkie pomadki Nivea w sztyfcie, pomadki z Neutrogena lub balsamy z wyższej półki.

Wybór zależy od Was, Waszych preferencji i upodobań. Na pewno też macie swoich ulubieńców.

Ważne, żeby zawsze o nich pamiętać! Zapomnicie o suchych skórkach i  spieczonych, pękających, bolących wargach.

IMG_2665

8. Ochronny krem do rąk

Ochronę moich dłoni przy minusowych temperaturach przez urocze, szare myszy wspomagam ochronnym kremem do rąk. Aplikuję go przed założeniem rękawiczek za każdym razem, kiedy wybieram się na zewnątrz. Wychodzę z założenia, że przezorny człowiek jest zawsze zabezpieczony, więc dodatkowa ochrona nie zaszkodzi.

Do tego celu używam dwóch kremów w zależności od potrzeb moich rąk.

Krem Dermosan N+R wiernie towarzyszy mi od 3 lat i wiem, że mogę na nim polegać. Mój absolutny faworyt. Doskonale zmiękcza naskórek, zapobiega jego  wysuszaniu i pękaniu, a także otula dłonie przyjemną, ochronną warstwą. Jest to jeden z niewielu kosmetyków, który radzi sobie z moją wymagającą skórą.

Zawiera witaminy A i E oraz filtry przeciwsłoneczne UVA oraz UVB. Został przetestowany dermatologicznie, ma naturalne pH – nie wywołuje podrażnień i zawiera dużą ilość składników aktywnych.

Kremu używam tylko do rąk, pod rękawiczki, więc nie wiem jak sprawdzi się do stosowania na twarz.

Cena – 9 zł/40g.

dermosan-nr

( zdj z sieci)

Mimo, że znalazłam swojego „pewniaka” pokusiłam się o przetestowanie innego produktu.

Pani w aptece namówiła mnie na spróbowanie Cold Cream z Avene.

Powiem Wam, ze działa równie świetnie co Dermosan N+R, ale jest zdecydowanie lżejszy i mniej tłusty. Szybko się wchłania, skóra po nim jest delikatna i aksamitna. Dzięki zawartości sukralfatu ma zdolność do regeneracji tkanek, więc dobrze poradzi sobie z ranami czy popękaniami skóry, które pojawiły się w międzyczasie.

Jego zapach jest dosyć specyficzny, więc może nie pasować części z Was. W pierwszej chwili skojarzył mi się z zapachem łodygi świeżo zerwanego lub ściętego kwiatka. Nie należy do najprzyjemniejszych aromatów świata, ale da się do niego przyzwyczaić. Z czasem po prostu przestałam zwracać na niego uwagę.

Cena – ok. 22 zł/50ml.

 avene

( zdj z sieci)

IMG_2649

Tak wygląda mój NIEZBĘDNIK ZMARŹLUCHA, bez którego nie wyobrażam sobie przetrwania Epoki Lodowcowej.

Jeżeli jesteście takimi ciepłolubnymi osobami  jak ja i również kompletujecie swoje niezbędniki koniecznie dajcie znać co zawierają!

Zajrzyjcie na Strefę Małej Egoistki na Facebook, żeby na bieżąco dowiadywać się o nowych postach, aktualizacjach i zapowiedziach.

Przypominam Wam, że SME jest już na INSTAGRAM – zachęcam do obserwowania!

Mam nadzieję, że będziecie ze mną przez cały czas trwania „Tygodnia z SME” i oczywiście dużo dużo dłużej.

 Cieszę się, że coraz więcej Was zagląda na mojego bloga i niedawno pojawiły się pierwsze komentarze. To dla mnie bardzo ważne, miłe i ogromnie Wam za to dziękuję – wspaniała mobilizacja do pracy.

Ściskam mocno i cieplutko, do zobaczenia jutro w tym samym miejscu!

pannajulia

dzień 1az

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s