” Tydzień z SME” – #2 „10 dietetycznych pułapek” Fakt czy ściema?

Niech mi któraś z Was powie, że nigdy w życiu nie była na diecie!

Nie oszukujcie, bo my kobiety tak już mamy, że choć raz w życiu albo permanentnie jesteśmy na diecie. Zaczyna się od niewinnej chęci zrzucenia paru kilo na lato, dla siebie lub dla kogoś. Potem zachęcone efektami czy wręcz zniechęcone nimi wybieramy kolejną w nadziei, że poskutkuje. Do obsesji jest bardzo krótka droga – wiem co mówię.

Mój Boże, która z nas nigdy nie marzyła o figurze, którą śmiało może się pochwalić?!

Kobiety z nadwagą w swoich oczach, a nie w tabeli z reguły nie zaprzątają sobie głowy dietetykiem. Dietę układają na własną rękę chłonąc informacje z internetu jak gąbka, a ten pełen jest „złotych” rad, magicznych sposobów, dań, o których nawet byśmy nie pomyślały i ćwiczeń wylewających z nas siódme poty z możliwością zahaczenia o kontuzję.

Nie da się nie zauważyć, ze moda na bycie FIT rozprzestrzeniła się jak egzotyczna choroba zakaźna.

Jedni chudną, czują się zdrowo, kipią energią i chęcią do życia, a inni lądują w szpitalu z zatruciem po zjedzeniu ultra dietetycznego dania z dodatkiem specjalnie sprowadzonych z końca świata „ziół o ekstremalnych właściwościach odchudzających”, które ( z całą pewnością) je także  Kim Kardashian.

Pytanie tylko czy dobrze rozumiemy pojęcie bycia FIT i czy faktycznie chodzi nam w tym wszystkim o to samo.

Mając po kokardy tego tematu i w głównej mierze samej siebie natknęłam się na ciekawy artykuł, którym muszę się z Wami podzielić.

Startujemy z „10 dietetycznych pułapek” okiem dietetyczek! Fakty czy ściema?

 1. Mania błonnika, białka i innych bajerów

HUMMUS

5908226684019

Pasta z gotowanej ciecierzycy uzupełniona odpowiednimi przyprawami – potrawa pochodząca z Libanu wszechobecnie sprzedawana w plastikowych pojemnikach za niemałą sumę, szczególnie polubiona przez wegan i wegetarian.

Hummus pierwszy raz jadłam będąc u rodziny w Amsterdamie. Gospodarz jest wegetarianinem, więc o mięsie mogłam pomarzyć. Nie przypomnę sobie już nazw tego co mi serwował, ale pastę z ciecierzycy zapamiętałam bardzo dobrze, bo – nie ukrywam – była przepyszna.

Przede wszystkim jest super zdrowa, pełna błonnika, białka, magnezu, wapnia. Jest sycąca i świetnie wpływa na naszą koncentrację dając porządną dawkę energii. Ale…

…ma dużo kalorii. Jedna łyżka to 60 kcal i 13 % tłuszczu, a pita, z którą się go tradycyjnie je dokłada drugie tyle. Kto by pomyślał, że coś, co w głównej mierze robi się z warzyw jest takie tuczące?

No ja na pewno nie i mało tego – wpierano mi, że to wspomoże moje odchudzanie.

Teraz widzę, że moja rodzina musi mnie bardzo kochać i robiła to specjalnie! W efekcie humus na wyjeździe stał się moim przyjacielem, a ja niczego nie świadoma pochłaniałam go łyżkami.

Fakt, rdzenne Libanki do najchudszych chyba nie należą, co?

 2. Moda – woda kokosowa

dr_martins_coco_juice_7

Fenomen wody kokosowej jest mi totalnie obcy, bo po pierwszym łyku dałam sobie spokój. Ale nie twierdzę, że po przeczytaniu o niej nie najdzie mnie ochota, żeby zrobić podejście nr. 2.

Generalnie rzecz ujmując to napój pozyskiwany z młodych, jeszcze zielonych owoców palmy. To nic innego jak woda, którą palma pobrała z gleby. W międzyczasie wędrując od korzeni po koronę drzewa zostaje przefiltrowana i oczyszczona. Część, której roślina nie zużyła na swoje potrzeby zbiera się w kokosie, a stamtąd trafia do butelek zajmujących regały lepszych sklepów spożywczych.

Jak dla mnie CZAD. Zdrowa, pełna niezbędnych dla organizmu składników, takich jak magnez, potas, wapń, fosfor oraz witamin B1, B2, B3, B5, B6 i C, a oprócz tego zawiera wysoki poziom nawadniających nas elektrolitów.

Ma również kosmicznie szerokie działanie! Uzupełnia poziom potasu, ma korzystny wpływ na serce i układ krwionośny, pomaga w schorzeniach układu nerwowego, trawiennego i moczowego, działa przeciwzakrzepowo, antybakteryjnie, antywirusowo, antyalergicznie, przeciwgrzybicznie, a oprócz tego jest naturalnym izotonikiem nawadniającym organizm 10 razy lepiej niż soki czy sztuczne napoje izotoniczne.

Więc ja się pytam, o co chodzi Paniom dietetyczkom?!

Ja mam ochotę biec już teraz po nią do sklepu.

Otóż uwaga – dietetyczka odradza stosowanie jej jako „nawadniacza” po ćwiczeniach, bo cytuję: „ Woda kokosowa ma wprawdzie dużo potasu, ale niewiele sodu, który tracimy podczas ćwiczeń. Jest w niej też dużo cukrów prostych. W 100 ml aż 5g, dlatego nie sprzyja restrykcyjnej diecie.”

Droga Pani dietetyczko,

Żadna mądra kobieta, dbająca o swoje ciało i kochająca je nie będzie na katorżniczej, restrykcyjnej diecie i znając wszystkie zalety napoju zauważy, że powód, dla którego według Pani woda kokosowa to dietetyczna pułapka jest zbyt lichy, żeby z niej zrezygnować.

Pozdrawiam serdecznie.

3. Bezglut(en)owy szał.

Jako wielbicielka wszelkiego rodzaju zbóż szczerze współczuję osobom chorym na celiakię i tym mającym alergię na gluten. Bycie na diecie bezglutenowej jest szalenie wielkim wyzwaniem wymagającym dużego nakładu czasu i uwagi w przygotowywanie posiłków, a także w wyborze odpowiednich produktów spożywczych.

Nie jest łatwo również zachować w tej diecie dobry humor. Dlaczego?

Trochę pogrzebałam w internecie i znalazłam ciekawą informację:

„Dieta bezglutenowa jest dietą niskowęglowodanową i jednocześnie wysokobiałkową. Brak węglowodanów w diecie niesie ze sobą wiele skutków ubocznych, takich jak kłopoty z koncentracją i pamięcią, bezsenność, rozdrażnienie, apatia, a nawet depresja. Wszystko dlatego, że głównym źródłem energii dla mózgu są właśnie węglowodany, które biorą udział w procesie produkcji serotoniny – hormonu szczęścia. Nadmiar białka w diecie również może przyczynić się do pogorszenia stanu zdrowia.”

I w tym momencie nie rozumiem, jak można dobrowolnie się na to skazywać, a jednocześnie podziwiam tych, którzy do tej diety zostali zmuszeni przez ich stan zdrowia.

bezglutenowe-ciasteczka-kokosowe-1_54261_7

W artykule jako 3 pułapka dietetyczna zostały wymienione bezglutenowe ciastka, które są podobno najzdrowszą ze „słodkich” przekąsek. Ok, nie ma w nich glutenu, który spowalnia metabolizm i przyspiesza odkładanie się tłuszczu w tkankach. Ale … ciastka nadrabiają to wszystko ilością cukru i tłuszczu: „ po cichu tuczą sporą dawką węglowodanów” – normalnie tajnos agentos.

Punkt dla Pani dietetyczki, brawo za refleks i ogarnięcie tematu organizacji incognito.

4. Zielone smoothie

green-smoothie-verticalsmoothie_final

Nieodzowny element bycia FIT i diety. Najpierw były koktajle z owoców, świeżo wyciskane soki, a teraz czas na zmiksowane warzywka.

Jakoś nigdy nie miałam na taką formę warzyw ochoty, bo  kojarzy mi się z jedzeniem dla niemowlaków. Zdecydowanie bardziej wolę tradycyjnie pochrupać marchewkę, białą rzepę czy rzodkiewkę.

W tym przypadku również nie twierdzę, że nie najdzie mnie ochota na spróbowanie czegoś nowego, bo dlaczego by nie?

Zielone smoothie jest bombą witamin i minidetoksem dla całego organizmu. Wspomaga trawienie, działa zbawiennie na zły cholesterol, ale –  jak zauważa dietetyczka – musi faktycznie składać się z samych warzyw.

Pułapką w kwestii warzywnych koktajli ma być miejsce ich pochodzenia. Kupując taką pyszność na mieście, w barze z sokami czy delikatesach musimy zważać na to, że bardzo często do mieszanki warzyw dodawane są owoce, żeby poprawić smak napoju. Co za tym idzie, będąc na diecie ograniczającej spożywanie cukru nieświadomie go sobie dostarczamy.

Wnioskujemy, że najlepiej będzie przygotowywać sobie zielone smoothie w domu i brać na wynos.

ŚCIEMA, 0 punktów dla Pani dietetyczki – na litość boską! – od owoców jeszcze nikt nie utył.

  5. Wegańskie chipsy

chipsy

Czy „wegańskie chipsy” są mniej kaloryczne niż równie wegańskie chipsy z ziemniaka?! – haha.

Taka wersja przekąski ma sens, kiedy zajadamy się suszonymi warzywami, posypanymi ziołami. Mają dużą zawartość błonnika, a oprócz tego witaminę A i C.

Ale dietetyczka słusznie zauważyła, że wersja chipsów dla wegetarian czy wegan produkowana na masową skalę w większości wytwarzana jest w podobny sposób co zwykłe, ziemniaczane.

Tup tup tup – oznacza to, że jedząc według nas bardziej dietetyczną wersję przekąski dostarczamy swojemu organizmowi te same tłuszcze trans, które zawarte są np. w Lays’ach, a te szczególnie upodobały sobie leżakowanie na kobiecych bioderkach.

Wnioski:

– jeżeli kupujemy – czytamy skład na opakowaniu

– żeby mieć pewność robimy je same, w domu

 wynik – 3:2

6. Temat rzeka – sushi

Kiedy zaczynałam się odchudzać wieść o tym, że sushi ma więcej kalorii niż mi się wydaje prawie mnie zabiła! Nie mogłam uwierzyć. Cały czas zastanawiałam się jak to jest możliwe. Przecież powszechnie uważa się, że sekretem figury japonek jest właśnie jedzenie sushi!

No ja przepraszam, co ma być w nim tak kalorycznego? Ryba? Ryż? Wodorosty? Imbir?

Jak coś takiego ma mnie utuczyć albo nie pozwolić zgubić kilogramów skoro zjadając 6-8 maków jestem już tak pełna i szczęśliwa, że do końca dnia nie chce mi się jeść?!

Cała tajemnica tkwi w dodatkach, z którymi ten ryż, wodorosty i rybę jemy.

Awokado, pyszny serek Philadelphia czy tempura – z nią przecież krewetka tak wspaniale smakuje.

tokyo-sushi-bar-restaurant

Poszukałam, poszperałam i szok!

6 kawałków maki z krewetką w tempurze to 500 kcal – tyle co Big Mac w McDonalds!

Porcja 6 sztuk to – w zależności od zestawu – od 176 kcal w przypadku sushi z ogórkiem do 640 kcal w przypadku Philadelphia maki – prawie jak Mc Chicken + małe frytki.

Dodajmy do tego wszystkiego jeszcze morze sosu sojowego.

Ok, przyznaję rację – to duża dietetyczna pułapka, bo tak naprawdę chyba niewiele ludzi wie, jak bardzo kaloryczne jest sushi.

Mimo wszystko kocham je jeść i kompletnie nie zraża mnie do niego to, co przeczytałam.

Według jednego z „sushi makerów” warto pamiętać o tym, że ryż pęcznieje w żołądku, więc  dania kuchni japońskiej powinniśmy jeść powoli. Tak, żeby się nie przejeść i nie stracić przyjemności z jedzenia. Kierując się tą zasadą zadbamy też o portfel – swój i naszych facetów.

7. Syrop z agawy – bezcukrowy cukier?

d1edbfcda0eca32049926a0784564e73

Z tym produktem spożywczym jeszcze się nie spotkałam. Znam stewię, ksylitol i cukier trzcinowy, ale w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że można posłodzić herbatę syropem z agawy.

Od kilku lat prawie w ogóle nie słodzę, a jeśli już to kawę i wybieram tylko cukier trzcinowy. Nie jestem od niego uzależniona i równie dobrze w mojej diecie mogłoby go nie być wcale.

 Syrop propagowany jest jako zdrowy zamiennik cukru o niskim indeksie glikemicznym, dzięki czemu ma być przyjazny nawet diabetykom. Ten, wytwarzany naturalnie z łodyg agawy faktycznie ma prawie zero kalorii. Co jest z nim w takim razie nie tak?

Kiedy stał się bardzo popularny i rozpoczęto produkcję na szeroką skalę, syrop zaczęto pozyskiwać ze skrobi zawartej w bulwiastym korzeniu rośliny, a nie z soku znajdującego się w łodydze. W efekcie zawiera więcej fruktozy niż biały cukier- z bezkalorycznego stał się więc ultra kaloryczny.

Tak właśnie wygląda ściemniana filozofia bycia FIT. Dziękujemy firmom obdzierającym nas z kasy, które zamiast natury wciskają jakiś przekombinowany bubel.

8. Granola – moja miłość

Jako szalona wielbicielka zbóż i wszelkiego rodzaju nabiału przechodząc na dietę zakochałam się w granoli oblanej jogurtem naturalnym. Nie było i nie ma dla mnie nic lepszego na śniadanie czy kolację, jak miska moich chrupiących pyszności. Po takim posiłku czułam się syta, miałam dużo energii i wiedziałam, że jem zdrowo, a przede wszystkim smacznie. Nie zauważyłam, żebym przez codzienne spożywanie granoli miała trudność ze zrzuceniem kilogramów. Czyżby Panią dietetyczkę poniosła fantazja?

Granola

Wiemy, że granola to dobry zastrzyk witamin i niezmiernie ważnego błonnika. Jedyną pułapką ma być zbyt duża ilość suszonych owoców w niej zawartych. I tu się pytam: Czy widziała Pani w dzisiejszych czasach, żeby producenci płatków zasypywali nas niezmierzoną ilością dobroci w środku opakowania? – NIE! Wszystko jest sprowadzane do minimum. Jeszcze nie zdarzyło mi się kupić takiej granoli, w której byłaby naprawdę dużą ilość owoców.

Oczywiście jeżeli same sobie dogodzimy i dosypiemy garść suszonych bananów, moreli, rodzynek czy orzechów to z dietetycznej zdrowej przekąski zrobimy zdrową bombę kaloryczną.

Wszystkie te składniki są jak najbardziej zdrowe i pełnowartościowe, ale kluczem do sukcesu jest umiar.

Wydaje mi się, że ten punkt jest totalną ściemą, a Pani dietetyczka ma nas za niekontrolujące się wszystkożerne potwory.

  9. Mleko – nie mleko

Z czym Wam kojarzy się mleko? Ja od razu myślę KROWA. Krowa i koszmar z dzieciństwa.

Odkąd pamiętam mam psychiczną alergię na mleko. W przedszkolu byłam zmuszana do jego picia, a co za tym idzie wydłubywania z wierzchu paskudnych kożuchów. Co to była za katorga! Nie daj Boże, żeby nie wyciągnęło się go do końca – wtedy przy piciu torsje murowane.

Mleko uważano za istny napój bogów. Nie wypijesz – nie urośniesz, będziesz chory, zęby Ci zżółkną i w ogóle nie dożyjesz 18 urodzin. Babcia starała się wciskać mi mleko w każdy możliwy sposób: na śniadanie z płatkami, w ciągu dnia do picia, na obiadek w formie przepysznej zupki mlecznej albo na kolację jako kasza na mleku. Kiedy tylko włączała kuchenkę, żeby je ugotować uciekałam gdzie pieprz rośnie. Zapach parującego, ciepłego, białego płynu potrafiłam wyczuć z dużej odległości i za każdym razem wywoływał u mnie taki sam wstręt.

Zdeterminowana do tego, żeby mleka unikać jak ognia zaczęłam ściemniać rodzicom, że po wypiciu swędzi mnie skóra, robię się cała czerwona, okropnie boli mnie brzuch i chyba od tego umrę.

Wreszcie wszyscy mi odpuścili, babcia dała za wygraną, a w przedszkolu miałam nakaz picia do posiłków pysznej słodkiej herbaty.

Moi rodzice na początku nie chcieli się przyznać, że też go nie lubią i skrzętnie to przede mną ukrywali. W naszej lodówce mleka nigdy nie było, nie ma i nie będzie.

Z biegiem czasu, ze złapaniem nawyku i przyjemności z picia kawy, mimo wszystko musiałam się z nim zaprzyjaźnić, bo nie ma nic lepszego jak pachnąca, przepyszna, gorąca latte czy cappuccino.

O dziwo – moja siostra codziennie zajada się mlekiem z Nesquik’iem. Zaczynam mieć wątpliwości czy w ogóle jesteśmy spokrewnione.

Jako 9 pułapka w magazynie zostało wymienione mleko sojowe.

0701110c1

Nigdy go nie piłam, nie wiem jak smakuje i biorąc pod uwagę moje doświadczenia z samym słowem „mleko” nie muszę się z tego tłumaczyć.

Podobno jest to jego zdrowsza, pozbawiona laktozy wersja. W prawdzie ma niski indeks glikemiczny, nie powoduje tycia ani cukrzycy ( pod warunkiem, że go nie słodzimy!), ale w soi znajduje się kwas hitynowy utrudniający naszemu organizmowi przyswajanie ważnych minerałów ( wapnia, magnezu, miedzi, żelaza i cynku).

Nie do końca jestem przekonana czy faktycznie jest takie zdrowe i takie super jak każdy myśli.

Dla mnie jedyna do zaakceptowania forma mleka to latte i cappuccino lub to, które znajduje się w nabiale. Koniec kropka.

10. Pyszna woda zdrowia doda? Niekoniecznie.

25613 ng_butelka_1500 zdjecie_big

Powiem Wam, że dietetyczka tutaj sprzedała mi newsa, o którym nie słyszałam. Nie wpadłam na to, żeby przy zakupie wody do picia dokonywać jakiś bardziej szczegółowych wyborów, że powinnam zwracać uwagę na pewne konkrety.

Woda jest po to, żeby się napić. Mokra, bezsmakowa ma totalnie zero kalorii, nawadnia organizm i gasi pragnienie.

Picie dużej ilości wody jest żelazną zasadą zdrowej diety, dbania o urodę i o nasz organizm.

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że taka zasada dotyczy tylko wody MINERALNEJ! Według dietetyków, woda źródlana kompletnie nie nawadnia organizmu, ale przez niego „przelatuje”.

Jaki płynie z tego wniosek? Zaczynam zwracać uwagę na etykiety butelek, które kupuję.

Nowinka zdecydowanie warta stu punktów i pułapka, w którą z pewnością łapie się większość niewtajemniczonych kobiet.

 Jaki mamy wynik? 7:3 dla Pani dietetyczki.

Muszę przyznać, że poszło jej całkiem nieźle. Znalazły się wyjątki, które moim zdaniem nie powinny na tą listę w ogóle trafić, ale magazyn dla kobiet rządzi się swoimi prawami. W dobie wiecznej pogoni za idealną sylwetką artykuł o diecie w każdej gazecie musi się ukazać.

Czy coś zmieniło się w moim postrzeganiu diety i odżywiania po tym artykule?

Hummus będę jadła dalej,

wodę kokosową właśnie kupiłam,

ciastek bezglutenowych nie dotykam,

zielone smoothie zacznę robić na wiosnę,

wegańskie chipsy to nie moja bajka,

sushi kocham w dalszym ciągu,

syrop z agawy – nic ciekawego,

granola pozostaje w moim jadłospisie,

mleko sojowe ( bez komentarza),

– od dziś piję tylko wodę MINERALNĄ!

Liczba pułapek, w które wpadłam – 3, a licząc granolę to 4.

Wydaje mi się, że bycie FIT i diety to temat rzeka, a pułapek czyha na nas o wiele, wiele więcej.

 dietetyka

Ciekawa jestem, co Wy sądzicie na temat tego artykułu i czy dałyście się złapać chociaż w jedną z wymienionych pułapek? Koniecznie dajcie znać w komentarzach pod spodem!

Napiszcie też, czy taki temat postu przypadł Wam do gustu.

 Na kartce z kalendarza zakreślamy drugi dzień „Tygodnia z SME”! Jeszcze 5 wspaniałych dni przed nami.

Wszystkie zainteresowane Egoistki zapraszam na Strefę Małej Egoistki na Facebook i Instagram, żeby oczywiście być ze Strefą na bieżąco. Nikt nie lubi zostawać w tyle!

Cieszę się, że jesteście ze mną i mam nadzieję, że nigdzie się nie wybieracie!

Do jutra moje Małe Egoistki.

Ściskam cieplutko!

pannajulia

( Wszystkie zdjęcia użyte w poście pochodzą z sieci. )

 dzień 2az

Reklamy

7 thoughts on “” Tydzień z SME” – #2 „10 dietetycznych pułapek” Fakt czy ściema?

  1. Ika pisze:

    bardzo dobry post! uwielbiam czytać tego typu teksty. jeśli chodzi o wodę kokosową – uwielbiam wszystko o tym smaku, ale jakoś podchodziłam jak pies do jeża, teraz chętniej ją kupię 🙂 a sushi również kocham i nie zamierzam z niego rezygnować 😀 oby więcej takich postów!

    Polubienie

    • niga pisze:

      Hola hola! Zgłaszam sie jako jedna z nielicznych, ktora nigdy w życiu nie była na zadnej diecie i dopóki mnie nikt siłą nie zmusi, to nie zamierzam. ;p
      A post bardzo interesujący, lubie czytac takie dietetyczne ciekawostki.
      Ale niech odchudzające się kobiety nie zapominają o ruchu! Bez tego ani fit body ani zdrowia nie będzie 😉
      Pozdrawiam i czekam na kolejne posty ❤

      Polubienie

  2. Ania pisze:

    Bardzo fajny post, ale nie zgadzam się z twoim zdaniem na temat granili. Wydaje mi się, że Pani dietetyk chodziło nie tyle o suszone owoce tam dorzucane (które najczęściej są dodatkowo słodzone) ale o syrop glukozowy, którym ziarna są sklejane. Dlatego trzeba czytać dokłądnie skład, a najlepiej zrobić granolę samemu w domu, wtedy jest to naprawdę zdrowe i smaczniejsze.

    Polubienie

    • pannajulia pisze:

      Ania – post był pisany na podstawie artykułu, w którym Pani dietetyk mówiła tylko o owocach, ale jak najbardziej masz racje i szanuje Twoje zdanie. Cała reszta to tylko moja opinia. Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s