„Tydzień z SME” – #3 Sinsay: ubraniowe odkrycie 2014 roku.

Moje kochane!

W trzecim dniu „Tygodnia z SME” podzielę się z Wami moim ubraniowym odkryciem 2014 roku.

Na moje nieszczęście dopadło mnie wredne przeziębienie ( coś czuję, że moja siostra maczała w tym palce) i zdecydowanie pokrzyżowało moje blogowe plany. Czuję się fatalnie, kicham jak opętana, ale robię wszystko, żeby nie zwalniać tempa i mam nadzieję, że dam radę. Pisanie o ubraniach nie przychodzi mi z taką łatwością jak o kosmetykach, dlatego post będzie krótki, zwięzły i na temat.

Należę do tych kobiet, które bardziej od ubrań kochają kosmetyki. Wiadomą sprawą jest jednak, że każda z nas lubi dobrze wyglądać, więc i szafa musi być pełna.

Pod koniec zeszłego roku postanowiłam skorzystać z trwających, szalonych wyprzedaży. Całkiem przypadkiem trafiłam do sklepu, który zawsze wydawał mi się zbyt drogi i nigdy nie był na liście moich zakupowych lokalizacji.

Już po niespełna dwóch wizytach wiem, że będę jego stałą klientką.

Jesteście ciekawe co to za miejsce?

Czytaj dalej

Reklamy

” Tydzień z SME” – #1 Niezbędnik zmarźlucha.

Moje małe Egoistki!

Dzisiaj pierwszy post z serii „ Tydzień z SME” dedykowany wszystkim ZMARŹLUCHOM!

Zima to jedna z dwóch znienawidzonych przeze mnie pór roku. Nie mówię, że nie lubię świąt, że nie urzeka mnie kiedy pada śnieg, ale śnieżne krajobrazy z reguły wolę podziwiać tylko przez okno. Zdecydowanie jestem człowiekiem ciepłolubnym i czas od listopada do marca kojarzy mi się z grubymi kurtkami ograniczającymi ruchy, z czapkami niszczącymi misternie ułożone fryzury, z szalikami, których nitki i inne kłaki przylepiają się do ust wysmarowanych pomadką ochronną. W zimowych zmorach nie może zabraknąć też wiecznie zmarzniętych na kość stóp, skostniałych i sparaliżowanych z zimna dłoni, którym nawet ciężko odgarnąć latające z lodowatym wiatrem włosy. A o  klimacie panującym w komunikacji miejskiej już nie wspomnę.

Czasami wydaje mi się, że tylko ja przeżywam w tym czasie katusze. Szczególnie jak widzę ile osób wyjeżdża w góry na wyczekane białe szaleństwo. Nie przeszkadza im mróz, gil pod nosem, milion warstw ubrań na sobie i mokry śnieg, który po kilku godzinach na stoku dociera chyba już w każde możliwe miejsce pod ubraniem.

Dla mnie zima jest istną EPOKĄ LODOWCOWĄ!

Nauczona doświadczeniem każdego roku zaciskam zęby i biegnę do sklepu skompletować swój NIEZBĘDNIK ZMARŹLUCHA.

W tym roku poszło mi całkiem nieźle i przy okazji dziękuję Pani Zimie, że jest tym razem bardzo łaskawa.

  Czytaj dalej

Friday!

Małe Egoistki!

Dziś jest wspaniały dzień – piątek. Dla jednych to „ piątek weekendu początek”, a dla mnie to po prostu koniec tygodnia. Kiedy przychodzi wieczór mam poczucie, że mogę głęboko odetchnąć po wyczerpujących 5 dniach nauki i innych obowiązków, zająć się sobą i poświęcić te kilka godzin dla egoistycznej przyjemności. Najcudowniej się czuję, kiedy ten czas mogę spędzić ze swoim ukochanym mężczyzną. Nie zawsze jednak mam taką możliwość.

W zależności od nastroju wybieram jedną z dwóch opcji: wyjście na „miasto” lub domowe zacisze.

Dzisiejszy piątkowy wieczór spędzam sama i zdecydowanie wybieram opcję domowego zacisza, bo ten tydzień trochę dał mi w kość. Biorę długi gorący prysznic, ubieram się w ulubioną piżamę, zapalam pachnącą świeczkę, kładę się do łóżka z maseczką na twarzy i włączam jeden z tych filmów, które kompletnie odstresowują. Nie zapominam też o kubku gorącej, aromatycznej herbaty – moja ulubiona to Lipton wanilia z karmelem. Czas spędzony w takiej formie najlepiej ładuje mi akumulatory na weekend, który również będzie należał do tych bardziej pracowitych.

Czytaj dalej