„Tydzień z SME” – #7 Recenzja szamponu do włosów i maski Kallos Vanilla.

Moje Małe Egoistki!

Dzisiaj przygotowałam dla Was zapowiadaną recenzję szamponu i maski do włosów firmy Kallos z serii Vanilla.

Oba produkty zrewolucjonizowały moją pielęgnację włosów i powiem Wam, że spokojnie mogę je podciągnąć pod odkrycie kosmetyczne roku 2015 – ale super!

Jeśli chciałabym opisać całą historię przygód moich włosów to chyba nie starczyłoby mi dnia na napisanie jednego postu. Przerobiłam każdy naturalny kolor, każdą długość ( oprócz kompletnego zera), prawie każdą fryzurę, a najgorszym doświadczeniem dla nich była dekoloryzacja. Takiego zabiegu nie powtórzę już nigdy w życiu.

Produkty marki Kallos kupiłam całkiem przypadkiem buszując z mamą po drogerii Hebe. Szukałam jedynie nowego szamponu, który by ładnie pachniał i dobrze czyścił włosy, jak i skórę głowy.

Z racji tego, że uwielbiam wszystkie słodkie zapachy, wanilia wydała mi się świetnym wyborem. Skuszona obietnicami producenta, choć nie oczekująca cudów włożyłam kosmetyk do koszyka dokładając do tego przy okazji niewielkiej pojemności maskę do włosów z tej samej serii. Mimo, że nie jestem do nich przekonana postanowiłam spróbować.

I BUM!

Mamy rewolucję!

Czytaj dalej

” Tydzień z SME” – #6 Słoik szczęścia – osobista instrukcja jak być szczęśliwym.

Moje kochane!

Na wstępie chciałabym Was bardzo przeprosić za wczorajszy brak postu. Dzień poukładał mi się w taki sposób, że nie miałam możliwości posiedzenia dłużej przy komputerze, a sama byłam w podwójnie kiepskiej formie. Mam wielką nadzieję, że zostanie mi to wybaczone i nie obrazicie się na mnie na wieki. Zresztą jestem pewna, że Wasz dzień był równie intensywny i wiele z Was nie myślało nawet o korzystaniu z internetu. Patrząc na to z innej strony – nikogo post nie ominął i nie musi nadrabiać zaległości.

Dziś już wracam i jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli to szybciutko uda mi się to nadrobić.

Tak jak zapowiadałam w 6 dniu – przyjmijmy, że dziś jest ten szósty dzień – „Tygodnia z SME” będzie coś dla ducha. Niedziela upływa mi powoli, leniwie i dochodzę do wniosku, że w sumie cała atmosfera panująca w moim domu bardzo sprzyja takiej tematyce. Jest całkiem cicho, świeczka spokojnie pali się w kominku podgrzewając cudownie pachnący wosk YC, obok stoi gorąca i pyszna herbata. Do pełni szczęścia bardzo brakuje mi wewnętrznej równowagi, o którą zdecydowanie będę musiała mocniej zadbać.

Teraz pytanie dnia: Jak docenić w swoim życiu chwile, które wywołują uśmiech na naszych buziach?

Czytaj dalej

„Tydzień z SME” – #5 Walentynkowe inspiracje makijażowe.

Moje zakochane Egoistki!

Na całe szczęście zaczynam wracać do żywych. Katar nie jest już taki upierdliwy, a leki – ALLELUJA! – działają tak, jak działać powinny. Dodatkowo dzisiejsza piękna pogoda naładowała mnie ogromną ilością pozytywnej energii i chęci do pracy! To niesamowite jak słońce może poprawić humor i samopoczucie. Może jestem nienormalna, ale zdecydowanie w powietrzu czułam dziś cudowną wiosnę!

Wielkimi krokami zbliża się święto zakochanych, w którym każda z Was z pewnością będzie chciała wyglądać zachwycająco nie tylko dla swojego ukochanego, ale i dla samej siebie. Jestem pewna, że randkowe kreacje czekają już w Waszych szafach, a do pełni szczęścia brakuje tylko fajnych makijażowych inspiracji.

Nadchodzę z pomocą. Przygotowałam dla Was kilka moich ulubionych tutoriali, które idealnie pasują do okazji. Będziecie miały dziś cały wieczór, żeby przetestować te propozycje, które spodobały Wam się najbardziej. Pannajulia myśli o wszystkim.

Czytaj dalej

” Tydzień z SME” – #4 Recenzja urządzenia do pielęgnacji twarzy z Biedronki.

Małe Egoistki!

Dzisiejszy dzień to – jak na moje oko – totalne przesilenie chorobowe. Leki chyba nie do końca dobrze działają. Mam dziwne wrażenie, że jestem jeszcze bardziej chora niż wczoraj. Szczególnie, że ledwo podniosłam się z łóżka – nie wspominając o potwornym bólu głowy i chęci pozbycia się własnego nosa nieważne jakim narzędziem. Na szczęście Mama myśli o wszystkim i wyposażyła mnie w dożywotni zapas chusteczek higienicznych w wyjątkowo uroczych opakowaniach. Dobrze, że nie mieszkam sama, bo chyba bym zginęła.

Mimo mojego koszmarnego samopoczucia czuję, że nie mogę zawieźć moich Małych Egoistek, dlatego zbieram się do kupy, zaciskam pośladki, wpuszczam krople do nosa i witam Was w 4 dniu ” Tygodnia z SME”!

Dziś będzie kosmetycznie, elektrycznie, wielofunkcyjnie i różowo.

Czytaj dalej

„Tydzień z SME” – #3 Sinsay: ubraniowe odkrycie 2014 roku.

Moje kochane!

W trzecim dniu „Tygodnia z SME” podzielę się z Wami moim ubraniowym odkryciem 2014 roku.

Na moje nieszczęście dopadło mnie wredne przeziębienie ( coś czuję, że moja siostra maczała w tym palce) i zdecydowanie pokrzyżowało moje blogowe plany. Czuję się fatalnie, kicham jak opętana, ale robię wszystko, żeby nie zwalniać tempa i mam nadzieję, że dam radę. Pisanie o ubraniach nie przychodzi mi z taką łatwością jak o kosmetykach, dlatego post będzie krótki, zwięzły i na temat.

Należę do tych kobiet, które bardziej od ubrań kochają kosmetyki. Wiadomą sprawą jest jednak, że każda z nas lubi dobrze wyglądać, więc i szafa musi być pełna.

Pod koniec zeszłego roku postanowiłam skorzystać z trwających, szalonych wyprzedaży. Całkiem przypadkiem trafiłam do sklepu, który zawsze wydawał mi się zbyt drogi i nigdy nie był na liście moich zakupowych lokalizacji.

Już po niespełna dwóch wizytach wiem, że będę jego stałą klientką.

Jesteście ciekawe co to za miejsce?

Czytaj dalej

” Tydzień z SME” – #2 „10 dietetycznych pułapek” Fakt czy ściema?

Niech mi któraś z Was powie, że nigdy w życiu nie była na diecie!

Nie oszukujcie, bo my kobiety tak już mamy, że choć raz w życiu albo permanentnie jesteśmy na diecie. Zaczyna się od niewinnej chęci zrzucenia paru kilo na lato, dla siebie lub dla kogoś. Potem zachęcone efektami czy wręcz zniechęcone nimi wybieramy kolejną w nadziei, że poskutkuje. Do obsesji jest bardzo krótka droga – wiem co mówię.

Mój Boże, która z nas nigdy nie marzyła o figurze, którą śmiało może się pochwalić?!

Kobiety z nadwagą w swoich oczach, a nie w tabeli z reguły nie zaprzątają sobie głowy dietetykiem. Dietę układają na własną rękę chłonąc informacje z internetu jak gąbka, a ten pełen jest „złotych” rad, magicznych sposobów, dań, o których nawet byśmy nie pomyślały i ćwiczeń wylewających z nas siódme poty z możliwością zahaczenia o kontuzję.

Nie da się nie zauważyć, ze moda na bycie FIT rozprzestrzeniła się jak egzotyczna choroba zakaźna.

Jedni chudną, czują się zdrowo, kipią energią i chęcią do życia, a inni lądują w szpitalu z zatruciem po zjedzeniu ultra dietetycznego dania z dodatkiem specjalnie sprowadzonych z końca świata „ziół o ekstremalnych właściwościach odchudzających”, które ( z całą pewnością) je także  Kim Kardashian.

Pytanie tylko czy dobrze rozumiemy pojęcie bycia FIT i czy faktycznie chodzi nam w tym wszystkim o to samo.

Mając po kokardy tego tematu i w głównej mierze samej siebie natknęłam się na ciekawy artykuł, którym muszę się z Wami podzielić.

Startujemy z „10 dietetycznych pułapek” okiem dietetyczek! Fakty czy ściema?

Czytaj dalej

” Tydzień z SME” – #1 Niezbędnik zmarźlucha.

Moje małe Egoistki!

Dzisiaj pierwszy post z serii „ Tydzień z SME” dedykowany wszystkim ZMARŹLUCHOM!

Zima to jedna z dwóch znienawidzonych przeze mnie pór roku. Nie mówię, że nie lubię świąt, że nie urzeka mnie kiedy pada śnieg, ale śnieżne krajobrazy z reguły wolę podziwiać tylko przez okno. Zdecydowanie jestem człowiekiem ciepłolubnym i czas od listopada do marca kojarzy mi się z grubymi kurtkami ograniczającymi ruchy, z czapkami niszczącymi misternie ułożone fryzury, z szalikami, których nitki i inne kłaki przylepiają się do ust wysmarowanych pomadką ochronną. W zimowych zmorach nie może zabraknąć też wiecznie zmarzniętych na kość stóp, skostniałych i sparaliżowanych z zimna dłoni, którym nawet ciężko odgarnąć latające z lodowatym wiatrem włosy. A o  klimacie panującym w komunikacji miejskiej już nie wspomnę.

Czasami wydaje mi się, że tylko ja przeżywam w tym czasie katusze. Szczególnie jak widzę ile osób wyjeżdża w góry na wyczekane białe szaleństwo. Nie przeszkadza im mróz, gil pod nosem, milion warstw ubrań na sobie i mokry śnieg, który po kilku godzinach na stoku dociera chyba już w każde możliwe miejsce pod ubraniem.

Dla mnie zima jest istną EPOKĄ LODOWCOWĄ!

Nauczona doświadczeniem każdego roku zaciskam zęby i biegnę do sklepu skompletować swój NIEZBĘDNIK ZMARŹLUCHA.

W tym roku poszło mi całkiem nieźle i przy okazji dziękuję Pani Zimie, że jest tym razem bardzo łaskawa.

  Czytaj dalej